Strony

środa, 16 kwietnia 2014

Wyniki konkursu Long for lashes



Dziś tylko szybkie ogłoszenie wyników ostatniego konkursu Long for lashes. Zgłoszeń było bardzo dużo, stąd i potrzebowałam czasu aby wszystkie dokładnie przeczytać :) Nie przedłużając, jedną z 6 odżywek marki Oceanic zgarnia:

Czarownicująca,
Czeszemy,
Irreplaceable,
Paulina Agnieszka,
Gunia P,
Martusiowy Kuferek Blog



Gratulacje!
Niepocieszonym podpowiem, że już za jakiś czas kolejny konkurs z atrakcyjnymi nagrodami. Wszystkim bardzo dziękuję za liczny udział.

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Nowa kuracja | Dr Irena Eris, 5% witamina C

Kuracje z witaminą C kusiły mnie od dawna. Zimą jednak skłaniałam się bardziej ku kwasom lub olejkom, wraz z nadejściem cieplejszych dni (nareszcie!) rozpoczęłam wertowanie internetu w poszukiwaniu czegoś, co doda skórze blasku i nieco ją ożywi. Znalazłam bardzo dużo informacji na temat serum pochodzącego z Biochemii Urody oraz Flavo C. Ostatecznie w paczce od kochanych pań Erisek znalazłam również koncentrat zawierający 5% tejże witaminy, przy czym produkt kierowany jest raczej ku salonom kosmetycznym.
Obietnice są spore i szczerze powiedziawszy oczekuję wszystkiego po trochu. Najbardziej zależy mi na rozjaśnieniu i wyrównaniu kolorytu.

EFEKTY DZIAŁANIA:
• rozjaśnienie kolorytu skóry o 17%*
• redukcja liczby zmarszczek o 11%*
• kompleksowe odmłodzenie skóry
• wyraźna poprawa elastyczności i jędrności skóry
• optymalne nawilżenie i natłuszczenie skóry
• przywrócenie zdrowego kolorytu skóry

Nieco boję się zapychania, serum na postać olejku wyposażonego w pipetę. Jak na razie stosuję je zdecydowanie za krótko by wydać jakikolwiek werdykt, kilka słów więcej pojawi się prawdopodobnie za miesiąc. Sama jestem niezmiernie ciekawa!
Jakie są Wasze doświadczenia z produktami tego typu? Jeśli efekty będą zauważalne to prawdopodobnie będę musiała rozejrzeć się za nieco tańszym odpowiednikiem, gdyż Active Essence to koszt niemały, bo aż 95zł. Jakieś rady,sugestie?:)

P.s. Wyniki konkursu dopiero w środę, potrzebuję nieco czasu aby nie śpieszyć się z werdyktem :)

sobota, 12 kwietnia 2014

Trzy kremy do rąk | DeBa, Lirene, Pharmaceris

Odkąd skóra moich dłoni zaczęła przejawiać objawy przewlekłej suchość i ściągnięcia produkty pielęgnacyjne porozrzucane mam po wszystkich możliwych miejscach. W każdej torebce, kurtce, przy łóżku, a na biurku, przy którym właśnie siedzę stoi lekki balsam przelany do opakowania z pompką. Zauważyłam również, że w tej kwestii nieco choruję na zbieractwo, najchętniej ciągle kupowałabym nowe w obawie przed armagedonem, kiedy to zamkną sklepy a ja zostanę pozostawiona sobie z moim problemem. Wszystkie staram się jednak regularnie zużywać, a już na oku mam kolejne trzy na ich miejsce: produkowany przez Tołpa dla Biedronki, kakaowy DeBa oraz Kamill Intensive, który miałam okazję wypróbować na spotkaniu blogerek dzięki uprzejmości przemiłej Natalii z bloga Kosmetyczne Rewolucje.
Wszystkie, przedstawione tutaj dość mocno różnią się działaniem i mogłabym używać ich w różne pory roku. Najlżejszy, najbardziej wodnisty okazał się produkt BioVital, z racji tego, że producent określa go jako balsam. Zapewnia jednak o wspaniałym działaniu nawilżającym i wygładzającym. Na co dzień średnio się sprawdza, nie koi na długo, ale sprawdza się w biegu, gdy potrzebuję czegoś, co szybko się wchłonie i choć na chwilę przyniesie skutek. Pachnie nagietkiem, co mnie osobiście nieco drażni, ale to już kwestia gustu.
Krem Lirene uznałam za zwykły, przeciętny kosmetyk. Szybko się wchłania i nieco otula dłonie, pozostawiając na nich delikatną warstwę, która nie brudzi ubrań. Jednak słabo nawilża i jest zdecydowanie za słaby do stosowania np na noc (choć tutaj nakładam masło shea). Przyjemnie pachnie.
Najmilej współpracuje mi się z nowym, regenerującym produktem Pharmaceris Lipo- protect. który kochane Panie Eriski dodały mi do ostatniej paczki. Krem jest dość gęsty, ale szybko się wchłania i przynosi długotrwałe nawilżenie i ukojnie. Skóra po jego zastosowaniu jest miękka i elastyczna. Skierowany jest do skóry alergicznej i wrażliwej, mogłam stosować go więc podczas mojego ostatniego uczulenia niewiadomego pochodzenia. Nie posiada zapachu.
Byłam pewna, że koszt, jak to w przypadku aptecznego produktu będzie dość wysoki, ale google podpowiada cenę od 6zł w górę, jeśli więc traficie na niego, zwłaszcza w promocji to polecam. Ze względu na gabaryt 50ml noszę go ze sobą w kurtce, a poratowane nim koleżanki również były zachwycone. Zdecydowanie jeden z lepszych kremów, jakie miałam okazję używać.

środa, 9 kwietnia 2014

Info: Zmiana składów balsamów Seboradin z czarną rzepą i żeń-szeniem.

Kilka dni temu dobiegła mnie informacja, że Seboradin kolejny raz postanowił ulepszać swoje i tak świetne kosmetyki. O ile znaczne podniesienie cen w ciągu kilku lat z 16zł do prawie 30 przeżyję, to zmiany składu na gorsze niestety nie... 
Już jakiś czas temu przypuszczałam, że w moim ulubionym, żeń-szeniowym coś zostało zmienione, nie mogłam nakładać go na skórę głowy, zaczął obciążać.
Działanie jednak nadal pozostało bardzo dobre, pomijając te kilku minusów. Przerzuciłam się na wersję fioletową, z dużą zawartością czarnej rzodkwi i stał się on moim must have. 
Dzięki Michasi dowiedziałam się o znacznym pogorszeniu jego zawartości. W nowym znajdziemy aż trzy alkohole.

Pierwotnie skład wyglądał tak:
Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Glycerin, Pinus Oil, Calamus Extract, Hypericum Extract, Raphanus Nigra Extract, Corlander Oil, Citric Acid, Tea Tree Oil, Thymol, Cl 17200.
a aktualnie:
Aqua, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Cetrimonium Chloride, Behentrimonium Chloride, Isopropyl Alcohol, Pinus Sylvestris Oil, Alcohol Denat, Acorus Calamus Extract, Hypericum Perforatum Extract, Raphanus Stavius Root Extract, Coriandrum Sativum Oil, Alcohol, Citric Acid, Melaleuca Artelnifolia Leaf Oil, Thymol, Cl 17200. (zapożyczone z bloga Zaślepiona włosomaniactwem)
źródło.

Różnica jest ogromna, a cena nadal ta sama. Wielka szkoda, może jeszcze dostanę starą wersję, ale ciężko będzie odróżnić przy zakupach online, bo jak sądzę, producent nie informuje o zmianach.
Czytałam również, że podobno wersja regenerująca również została wzbogacona o alkohol, ale nie mogę dokopać się nowego składu. Poprzednia wersja prezentowała się następująco:

Aqua, cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Propylene Glycol (and) Panax Ginseng Extract, Soluble Collagen, Isopropyl Myristate, Raphanus Nigre Extract, Parfum, Castor Oil, Jojoba Oil, Citric Acid, CI 15985

edit: bognyprogram podesłała nową wersję, również nieciekawą moim zdaniem.
Aqua, Cetearyl Alcohol, Collagen, Cetrimonium Chloride, Panax Ginseng Root Extract, Propylene Glycol, Behentrimonium Chloride, Isopropyl Alcohol, Isopropyl Myristate, Alcohol, Raphanus Sativus Root Extract, Parfum, Ricinus Commuunis Seed Oil, Simondsia Chinensis (jojoba) Seed Oil, Citric Acid, Benzyl Salicylate, Hydroxycitronellal, Hydroxy-Methylpentyl-cyclohexene carboxaldehyd, Hexyl Cinnamal, CI 15985

W obecnej sytuacji nie jestem pewna, czy pozostanę przy tych produktach. Być może zainteresuję się innymi balsamami, ale wersja do włosów brązowych nie przypadła mi do gustu :(

niedziela, 6 kwietnia 2014

Zabijacz objętości | Szampon goodbye damage Garnier

Jeszcze w wakacyjnej paczce z nowościami od koncernu L'Oreal przywędrował do mnie szampon do włosów z serii Goodbye damage, która zbierała całkiem pozytywne opinie jeśli chodzi o odżywkę i serum. Już dobrych kilka lat temu zrezygnowałam w dużej części z produktów zawierających silikony, z uwagi jednak na panujące upały szukałam czegoś, co nieco zatrzyma wysuszanie się pasm. Szybko przekonałam się, że nie była to do końca dobra decyzja.
Nie podrażniał skóry głowy i radził sobie z olejami, dobrze się pienił. Niestety, bardzo obciążał włosy, pozbawiał je objętości i przyśpieszał przetłuszczanie się, a to cena za niewielkie wygładzenie włosów. Wzmocnienia nie zauważyłam, ale szczerze powiedziawszy nie spodziewałam się tego. Na plus mogę zaliczyć piękny, orzeźwiający zapach, dobrą wydajność i dostępność.
Skład jak widać przeciętny, typowy dla drogeryjnych szamponów. Wielkiej krzywdy mi nie zrobił, ale polecałabym go raczej posiadaczkom kręconych, niesfornych loków niż niskoporowatych włosów.
Na dniach wykończyłam praktycznie wszystkie szampony i zabieram się za produkt Isany z mocznikiem oraz Pharmaceris H w wersji zielonej, do skóry z problemami. Mam nadzieję, że spisze się lepiej niż jego czerwony brat.

Czytelniku,
na blogu, po prawej stronie znajduje się mała ankieta, będzie mi miło , jeśli na nią odpowiesz :)