piątek, 19 września 2014

Jak wygładzić włosy? | Kilka porad i wskazówek

Moje niskoporowate włosy nie są zbyt wymagające jeśli chodzi o pielęgnację. Jedyne, co im nie służy to nadmiar protein oraz silikonów, które na dłuższą metę zaczynają obciążać włosy i powodować brak objętości. Podstawowym wyznacznikiem działania odżywki czy maski jest przede wszystkim wygładzenie oraz miękkość, a zaraz za nimi objętość i ogólny ich wygląd.
Wiele osób posiadających średnio do wysokoporowatych pasm narzeka na brak sprężystości i śliskości, co jest uzasadnione ich strukturą. W takim przypadku łuski nie przylegają aż tak ściśle do siebie, a między nimi pojawiają się puste przestrzenie, co na dłuższą metę objawia się również przesuszeniem.
Przede wszystkim, jak przy każdym praktycznie problemie z włosami zalecam olejowanie.  Odpowiednio dobrany olej może zdziałać wiele, a najważniejsza jest pozostawiana przez niego delikatna warstewka ochronna zapobiegająca przesuszeniu oraz nadająca miękkość. Zawsze warto jest również włosy zabezpieczać jedwabiem bez alkoholu (Marion jedwabna kuracja, Biovax A+E, serum z aloesem Green Pharmacy), zwłaszcza, jeśli tak jak w moim przypadku unikacie silikonów w produktach kondycjonujących. Nie ma się co łudzić, że realnie je wygładzą, ale na pewno zapobiegną zniszczeniom oraz nadadzą połysk.
Jednym z najbardziej znanych sposobów jest również kwaśna płukanka (ocet, odrobina soku z cytryny) oraz ostatnie zimne płukanie. Warto również wspomnieć o pozytywnym działaniu chłodnego nawiewu suszarki jonizującej i szczotki z naturalnego włosia, którą sama z powodzeniem stosowałam długi czas, aż zamieniłam ją na Tangle Teezer.
Z zabiegów pielęgnacyjnych w tym kierunku najlepiej sprawdzały się u mnie balsamy Seboradin żeń- szeniowy oraz z czarną rzepą, ale mam na myśli o stare wersje, gdyż niestety zostały one ulepszone, a wersji nie miałam okazji wypróbować. Dobrze sprawdzał się również żel lniany, choć  nie stosowałam go od bardzo dawna, wyłącznie z czystego lenistwa. Dziewczyny posiadające fale lub loki mogą się skusić na laminowanie żelatyną, które w moim przypadku ze względu na zawartość protein nie do końca się sprawdziło, aczkolwiek przynosi bardzo fajne efekty.

Jeśli macie swój ulubiony sposób na wygładzenie włosów, dajcie znać w komentarzu :) Z pewnością Wasze uwagi będą pomocne, nie tylko mi.

środa, 17 września 2014

ULUBIONE 09/2014 | Pielęgnacja: ciało, twarz, włosy

Dziś post nieco inny niż zwykle, bo ulubieńcy ostatnich miesięcy i to nie byle jacy, bo pielęgnacyjni:) Mam nadzieję, że graficzna forma przypadnie Wam do gustu, będzie ona jednak ulepszana. Za jakiś czas możecie spodziewać się podobnego wpisu o tematyce makijażowo- paznokciowej :)
powiększ mnie!

wtorek, 16 września 2014

Niekosmetycznie: Ulubione świece i woski | Yankee Candle, WoodWick, Busy Bee.


O ile za samą deszczową i chłodną jesienią nigdy nie przepadałam, to od ponad roku niezmiennie kojarzy mi się ona z otulającym niczym ciepły koc zapachem w mieszkaniu. Świece i woski mają chyba tyle samo zwolenników co i przeciwników, pozwólcie jednak, że tym pierwszym przybliżę nieco temat moich ulubionych:) Być może znajdziecie coś, co Was zainteresuje, mimo, że nie czuję się ekspertką w ich opisywaniu.
Zasadniczą zaletą wosków moim zdaniem jest niska cena i ogromny wybór. Przygodę z Yankee Candle rozpoczęłam dzięki Anwen, która podarowała mi pierwszy jakim był Mango Peach Salsa. Podobnie jak Pink Dragonfruit to świeży, owocowy zapach, choć na szczęście nie jest on zbyt płaski i oczywisty. Macintosh spice natomiast to połączenie jabłka z cynamonem, realistycznie oddaje woń dopiero co upieczonej szarlotki. A Childs's wish oraz Pink Sands przywodzą na myśl eleganckie perfumy. Pozostali ulubieńcy to słodko-maślany Bakery Cupcake WoodWick, sojowe woski Busy Bee Candles: świeży mix zielonej herbaty i trawy cytrynowej, soczyste morele oraz energizujące i soczyste mango & papaya smoothie
WaxLyrical specjalizuje się w produkcji eleganckich i luksusowych świec, które aż żal jest mi palić na co dzień:) Zapachy utrzymują się długo, szybko rozchodzą się po mieszkaniu. Najciekawsza moim zdaniem jest seria Trilogy posiadająca specjalnie zaprojektowany drewniany knot, którego skwierczenie przypomina palenie w kominku. Fruit temptation to połączenie czerwonej porzeczki, ambrozji i jagód w cukrze sprawia, że nie dziwię się, że jest to jeden z najlepiej sprzedających się zapachów. Wypala się równomiernie, co oceniam na zdecydowany plus, zwłaszcza, że cena waha się w okolicach stu trzydziestu złotych. Świetny pomysł na prezent przy większej okazji jak ślub czy rocznica. Producent obiecuje aż sto siedemdziesiąt godzin cieszenia się zapachem.
Do gustu przypadł mi również Celebration, wyjątkowa kompozycja zielonego jabłka, gruszki, białego wina oraz odrobiny piżma. Czas palenia w tym przypadku wynosi około trzydzieści pięć godzin.
Do pięćdziesięciu godzin powinny się palić duże świece w szkle. Seaside holidays o dwóch knotach, jakże adekwatny, ze względu na mój niedawny urlop nad morzem na prawdę przywodzi na myśl wakacje, morską bryzę i piach pod stopami. Exotic Escape to nic innego jak marakuja, kokos oraz ananas. Przy użytkowaniu należy pamiętać, aby przy jednorazowym odpaleniu każda z nich miała okazję wytopić się na całej powierzchni, co zapobiegnie tunelowaniu. Ważne jest również przycinanie knota. Niestety, mimo stosowania się do tych wskazówek ta ostatnia nie wypala się równo. Te o podwójnych sznureczkach do palenia mogę polecić z czystym sumieniem. O ile świec marki Yankee Candle nie miałam, to myślę, że są one godne zainteresowania.

niedziela, 14 września 2014

Ampułki z placentą Mil Mil | Opinia po pół roku od kuracji

Pamiętacie mój post dotyczący relacji z efektów, jakie uzyskałam dzięki ampułkom Mil Mil z 5% zawartości placenty? Myślę, że warto powrócić do tematu, zwłaszcza, że minęło prawie pół roku od przeprowadzenia kuracji. Dzięki nim pozbyłam się małego zakola na linii włosów, warto jednak napomknąć, czy coś się zmieniło, zwłaszcza, że od tamtej pory nie stosowałam żadnych wcierek ani nie piłam skrzypokrzywy.
Placenta charakteryzuje się wysokim działaniem wzmacniającym i odżywiającym cebulki, pobudzając ich wzrost oraz powinna powodować wysyp nowych włosów.
Efekty ciężko zauważyć od razu, z tego względu, że włosy muszą zwyczajnie urosnąć, stąd moja poprzednia opinia była nieco opóźniona w czasie.
To, co zauważyłam jednak po ponad pół roku to fakt, ze moje baby hair jeszcze nigdy nie były tak długie, nie było ich tak wiele, w miejscach, gdzie wcześniej ich nie zauważałam, na przykład, nad uszami. Po związaniu włosów w koczek można zobaczyć je w całej okazałości, co łatwo dostrzec na zdjęciu. Śmiało mogę stwierdzić, że jest to najlepszy preparat tego typu, jaki miałam okazję używać. Mój post nie jest również przypadkowy, w ciągu następnych miesięcy planuję powtórzyć kurację, aby zniwelować jesienne wypadanie, które już się rozpoczęło.
Ampułki można dostać w sklepach internetowych oraz na allegro. Swoje dzieliłam na pół i jedną część przechowywałam szczelnie zamkniętą, choć, jak czytałam, placenta szybko traci swe właściwości po otwarciu, wybór należy do Was:) Cena nie jest wygórowana, około 25złotych, tym bardziej warto spróbować. 

czwartek, 11 września 2014

Jesienny fiolet | Morgan Talor: Royal treatment

Chyba nie ma bardziej jesiennego koloru niż fiolety i odcienie wina. Przez panującą aurę coraz bardziej skłaniam się ku ciemnym paznokciom, a w pudełku z lakierami od dawna czekał na mnie ciekawy kolor marki Morgan Taylor, o jeszcze ciekawszej nazwie Royal Treatment. Oczekiwałam królewskiego krycia, niestety, zdecydowanie lepszym wyjściem jest położyć trzy cienkie warstwy niż dwie grube, mogą pojawiać się prześwity. Niemniej jednak bardzo mi się podoba :)
Z tego, co wyczytałam jest to marka profesjonalna, dostępna głównie w sieci lub zapewne u stylistek paznokci. Za 15ml należy zapłacić około 25 złotych, a mój otrzymałam na jednym z blogerskich spotkań. Schnie szybko, wygodny pędzelek. Na zdjęciach z top coatem Essie, choć sam w sobie pięknie błyszczy :)
Na dniach temat jesiennych paznokci zostanie poruszony jeszcze raz :) Post już się pisze!