Strony

wtorek, 2 września 2014

Pastelowe zakończenie lata | Hean, lakiery Wedding Garden

Mimo, że w zimniejsze dni również sięgam po pastelowe odcienie lakierów to zawsze intensywnie kojarzą mi się z latem. W mojej i tak zbyt dużej już kolekcji brakowało ostatnio mięty i lawendy, szybko to jednak naprawiłam :) Z lakierami HEAN miałam już do czynienia, seria Wedding Garden również mnie nie rozczarowała.
W kolekcji znajduje się 8 kolorów pozbawionych toluenu, formaldehydu i kamfory, przy czym każdy
 kosztuje około 7złotych za 7ml. Pędzelek szeroki, problemów w malowaniu brak. Niestety, jak to w przypadku pasteli wymagają aż 3, cienkich, na szczęście, warstw. Nie smużą straszliwie, ładny połysk, choć ze względu na wrodzoną niecierpliwość nałożyłam top coat Essie Good to Go.
Na paznokciach również prezentują się całkiem przyjemnie w mojej opinii:
Polubiliśmy się i mam ochotę na więcej lakierów, zwłaszcza, że pojawiła się nowa, jesienna seria:)

niedziela, 31 sierpnia 2014

Ulubione maski | Organic shop, Indyjski jaśmin&jojoba, grecka figa&migdał

Temat pielęgnacji włosów był od początku jednym z przewodnim i najbardziej popularnym na tym blogu. Od jakiegoś czasu jednak nieco go zaniedbałam, z prostej przyczyny. Nie zależy mi już aż tak bardzo na szybkim przyroście, a ich kondycja jest jak najbardziej w porządku. Trudno byłoby więc szukać tematów, które nie zostały poruszone.
W moim podsumowaniu odkryć 2013 roku znalazły się dwie rosyjskie maski lubianej przeze mnie marki Organic shop. Polubiłam się zwłaszcza z jedną, ale obie uważam za godne polecenia. Gdybym przejrzała moje pudełko z kosmetykami do włosów można by wysnuć wniosek, że z ochotą kupuję głównie produkty zza wschodniej granicy. Cenię je za świetne składy, brak silikonów, niską cenę oraz oczywiście doskonałe działanie, choć nie obeszło się bez kilku bubli.
Pierwsze, co wzbudziło moją sympatię to piękne zapachy. Ciężko byłoby je opisać, do gustu przypadła mi wersja jaśminowa, nieco perfumeryjna, choć ta z figą w niczym jej nie ustępuje.
Producent opisuje je jako ekspresowe i w zupełności się z nim zgadzam. Najczęściej ratują mnie w sytuacji, gdy nie miałam czasu nałożyć olejku, a zależy mi, by były miękkie, nawilżone i wygładzone.
Jaśmin & jojoba jest nieco mniej dociążająca, może na zwiększanie objętości bym się nie porywała, ale włosy zdecydowanie są bardziej lekkie, przez co układają się bardzo ładnie.
Grecka figa & migdał bardziej nabłyszcza włosy, odnoszę wrażenie, że jest nieco bardziej nabłyszczająca, bogata.
Maski mają gęstą, bardzo kremową, przyjemną konsystencję, a co za tym idzie są bardzo wydajne.
Ceny wahają się od 25zł za 250ml. Do jaśminowej z pewnością wrócę, niedługo dotknę dna.

czwartek, 21 sierpnia 2014

Wishlist: sierpień

Minęły kolejne miesiące, wypadałoby więc zaktualizować moją wishlistę :) Z ostatniej zrealizowałam zakup między innymi pędzli Hakuro: do konturowania i blendowania cieni. Żałuję, że tak długo się ociągałam i nie kliknęłam ich wcześniej!


1. Duet szampon i balsam Babuszki Agafii na kwiatowym propolisie. Jak wiecie, jest to jedna z moich ulubionych odżywek do włosów. Szampon również przypadł mi do gustu, ale raczej do zmywania olei z długości, niż mycia skóry głowy. Może zdecyduję się na inną wersję, może macie jakieś doświadczenia w tej kwestii?
2. Spray/odżywka do włosów Dr. Bio, o którym już Wam wspominałam przy recenzji któregoś z rosyjskich kosmetyków. Nie będę się rozpisywać, dlaczego tak bardzo mnie kusi, pozwolę sobie znów podlinkować mój ulubiony sklep KLIK. Skład również ciekawy, tak jak cała seria. Teraz pozostaje mi zdenkować moje mniej ulubione kosmetyki, co jak wiadomo, idzie zawsze opornie.
3. Effaclar K, głównie ze względu na skłonność mojej skóry do zaskórników. Opinie są mieszane, mam nadzieję, że się sprawdzi. Przed kupnem prawdopodobnie powtórzę jeszcze zabieg kwasem migdałowym, by szybciej pozbyć się nieprzyjaciół.
4. Po ponad pół roku skończyła mi się najlepsza odżywka do rzęs Long4lashes, którą poleciłam już kilku znajomym, ze względu na pytania, czy mam przedłużane. Wszystkie są zadowolone, na szczęście :)
5. Nigdy nie miałam tuszu Max Factor, a po ostatnich testach droższej półki (L'oreal) zauważyłam sporą różnicę w efekcie na rzęsach. Jeszcze nie wiem, na jaki się zdecyduję.
6. Polecane serum na bazie aloesu Green pharmacy, zazwyczaj dodatkiem do silikonów były olejki i ekstrakty, nie zaś substancja nawilżająca. Ciekawi mnie, kupię, gdy zużyję serum Marion.
7. Paleta Make up revolution, której nie trzeba już nikomu przedstawiać. Zachciewajce winna Agu.

Realizując zakupy z tego typu list warto zerknąć na oferty internetowe, gdzie często można kupić kosmetyki ze sporym rabatem. Zwłaszcza, jeśli mamy do dyspozycji strony takie jak kodyrabatowe.pl, gdzie konkretny, upatrzony produkt możemy kupić nawet do 50% taniej :) Mnie często kuszą kosmetyki Pat&Rub, które zbierają bardzo pozytywne opinie na blogach, ale tłumaczę sobie, że lato się kończy, przeżyję więc bez złotego olejku do ciała.

niedziela, 17 sierpnia 2014

Podkład Annabelle Minerals formuła matująca | moja opinia po roku

Minął ponad rok odkąd kosmetyki mineralne rozgościły się w mojej kosmetyczce na dobre. Wraz z drugim opakowaniem podkładu Annabelle Minerals przyszedł czas na podsumowanie moich przemyśleń na jego temat. Jak już się domyślacie, opinia będzie jak najbardziej pozytywna :)
Moje pierwsze podejście do minerałów nie było szczególnie udane. Nie przekonywała mnie ich sypka forma, ani sposób nakładania. Wszystko zmieniło się, gdy trafiłam na ten podkład. Szczerze powiedziawszy, aktualnie nie wyobrażam sobie do powrotu do tradycyjnych, pomijając okres zimy i większe okazje, gdzie jestem fotografowana.
Ogromną zaletą jest fakt, że nakładając go na skórę, wiem, że jej nie szkodzę. Minerały nie zapychają, mają właściwości antybakteryjne, a przez swoje lekko wysuszające działanie wpływają również korzystnie na stany zapalne. Warto dodać, że moja skóra jest mieszana, w kierunku tłustej, często borykam się z zaskórnikami zamkniętymi oraz rozszerzonymi porami. Często jednak lubi ulegać przesuszeniu.
Wbrew pozorom nie zawsze są one suche i pylące. Podczas nakładania często okazują się myć kremowe, lekko mokre. Krycie można stopniować poprzez ilość warstw lub stosowanie mniej lub bardziej zbitego pędzla.
Aktualnie jest dla mnie nieco za jasny, przez co jestem zmuszona dosypywać odrobinę jego ciemniejszego brata, ale zależało mi na pokazaniu odcienia na skórze. Mój odcień golden fairest jest najjaśniejszy z tej gamy. Do kompletu używam również golden dark, jako bronzera, a porównanie obu możecie zobaczyć tutaj.
kliknij, aby powiększyć
Wypadałoby również wspomnieć o jego właściwościach. Odnoszę wrażenie, że przy pierwszym opakowaniu działanie matujące było silniejsze i lepiej utrzymywał się na skórze. Nie zmienia to jednak faktu, że sprawdza się świetnie na co dzień, zwłaszcza podczas upałów. Ściera się równo, może jednak podkreślać suche skórki, stąd odradzałabym go osobom o takich problemach z cerą. Nie tworzy plam podczas nakładania.
Ważne jest również przygotowanie skóry, rano nakładam lekki krem nawilżający i pozostawiam do całkowitego wchłonięcia.
Wydajność jest bardzo dobra, poprzednie opakowanie wystarczyło mi na ponad pół roku codziennego używania. Plus za wprowadzenie sitka, które chyba powinno się zakręcać podkład, ja jednak jeszcze tego nie rozpracowałam. Nie podoba mi się jednak, że napisy nadal bardzo łatwo się ścierają, co nieco działa na minus jego wyglądu. Mogę jednak przymknąć oko, ze względu na wnętrze, jakie skrywa;) Cena wynosi 50zł za 10g, co czyni ją wyjątkowo korzystną.

piątek, 15 sierpnia 2014